Służąca zniszczyła trumnę podczas pogrzebu, powodując, że cała sala w kilka sekund wpadła w panikę.
Cała sala pogrzebowa pogrążyła się w absolutnym szoku.
Odgłos pękającego drewna wciąż odbijał się echem od ścian, mieszając się z krzykami i płaczem ludzi cofających się w panice.

Ricardo Vasconcelos zrobił krok do przodu, jego twarz była blada z gniewu i niedowierzania.
— Oszalałaś?! — krzyknął. — Wyprowadzić ją stąd!
Dwóch ochroniarzy ruszyło w jej stronę, ale Janaína ponownie uniosła siekierę — nie jako pusty gest, lecz jak ktoś, kto podjął już decyzję nieodwracalną.
— NIE PODCHODŹCIE! — krzyknęła, a jej głos zadrżał. — Ona nie jest martwa!
Zapadła cisza, która była jeszcze bardziej przerażająca niż jakikolwiek krzyk.
Część gości zaśmiała się nerwowo, uznając to za załamanie emocjonalne. Inni po prostu zastygli w bezruchu.
Ricardo prychnął krótko, gorzko. — To absurd. Trzech lekarzy stwierdziło zgon.
Janaína oddychała ciężko, patrząc prosto na rozbitą trumnę.
— Sprzątałam jej pokój. Widziałam, jak oddychała po „wypadku”.

Po sali przeszedł cichy pomruk. Zrobiła krok naprzód i wskazała na zniszczoną trumnę.
— Nie zauważyliście, bo chcieliście wierzyć w ich wersję. Ale widziałam, co zrobili z jej ciałem przed pogrzebem.
Napięcie w powietrzu zmieniło się. To już nie był tylko chaos — to była wątpliwość.
Jeden z pracowników zakładu pogrzebowego przełknął ślinę.
— Panie… może powinniśmy ją całkowicie otworzyć…
Ricardo zawahał się po raz pierwszy. Jego szczęka się napięła.
Drżąc z tłumionej wściekłości, dał znak ręką. — Otwórzcie.
Ochroniarze dokończyli rozbijanie pokrywy. Wnętrze trumny zostało odsłonięte.
Przez chwilę nic się nie wydarzyło.Aż jeden z mężczyzn nagle się cofnął. — Jest… pusta.
Sala eksplodowała chaosem.
Krzyki, pytania, przepychanki. Ktoś upuścił wazon z kwiatami. Świece drżały od wiatru wpadającego przez otwarte drzwi.

Ricardo stał nieruchomo, jakby grunt zniknął mu spod nóg. — To niemożliwe… — wyszeptał.
Janaína zrobiła kolejny krok, już spokojniejsza. — Ona nie zginęła w tamtym wypadku.
Zawiesiła głos i spojrzała prosto na Ricarda. — Została porwana.
Cisza wróciła, ciężka jak ołów. I wtedy, w tylnej części sali, zapomniany telefon na krześle zaczął wibrować.
Na ekranie pojawiła się wiadomość: „Skoro otworzyliście trumnę… to już wiecie, że mnie tam nie było.”
Wszyscy jednocześnie odwrócili głowy. Ale w sali nie było już nikogo poza nimi.
Tylko dźwięk deszczu… i pewność, że prawda wciąż jest na zewnątrz.
