Razem z żoną postanowiliśmy adoptować dziecko i poznaliśmy dziewczynkę, która wyglądała zupełnie jak nasza córka.
Byłem w szoku, widząc dziewczynkę, która wyglądała dokładnie jak moja córka — takie same miodowobrązowe włosy, dołeczki, a nawet to samo znamię na nadgarstku.

Ale była tam, w schronisku, które odwiedziłem tylko dlatego, że moja żona i ja chcieliśmy adoptować. Ta chwila zmieniła wszystko, co myślałem, że wiem o swojej przeszłości.
Nazywam się James i jestem ojcem po trzydziestce mojej wspaniałej pięcioletniej córki Olivii z poprzedniego małżeństwa.
Kiedy poznałem moją żonę, Claire, byłem samotnym ojcem próbującym pogodzić wychowywanie malucha z rozpoczęciem nowego związku.

Claire i Olivia od razu się zżyły, jakby były sobie przeznaczone. Widząc je razem, przypomniały mi się wspomnienia matki Olivii, Caroline, i czasy przed zakończeniem naszego małżeństwa.
Caroline zawsze była w tle mojego życia, przypominając mi zarówno o miłości, jak i stracie, ale z czasem pogodziłem się z tym.
Zaczęliśmy rozmawiać o adopcji około rok temu. Claire zawsze chciała powiększyć naszą rodzinę.

Kochała Olivię, ale marzyła też o tym, by doświadczyć macierzyństwa od samego początku — trzymać noworodka, słyszeć, jak dziecko po raz pierwszy mówi do niej „Mamo”. Najważniejsze pytanie brzmiało, czy powinniśmy mieć własne dziecko, czy adoptować.
Po wielu dyskusjach adopcja wydawała się właściwym wyborem dla nas obojga. Wierzyliśmy, że są dzieci, które potrzebują miłości i stabilnego domu, a ta myśl dała nam głębokie poczucie celu.

Więc rozpoczęliśmy proces — wypełnianie dokumentów, uczestnictwo w rozmowach kwalifikacyjnych i przygotowywanie się na moment, w którym poznamy dziecko, które dołączy do naszej rodziny.
