Przyjąłem wróżkę z noworodkiem – byłem oszołomiony, gdy rano zajrzałem do pokoju mojej chorej córki
Kiedy przygarnęłam zagubioną wróżkę i jej noworodka, myślałam, że po prostu oferuję schronienie. Ale następnego ranka moja własna córka zniknęła ze swojego pokoju.

Było późno, gdy zjechałem z autostrady, a moje oczy były ciężkie po długiej zmianie. Przed nami coś leżało na poboczu drogi.
Gdy moje reflektory przesunęły się nad tym, zobaczyłem kobietę, która słabo machała.
Zwolniłem, mój instynkt lekarza zadziałał. Wyglądała młodo i miała na głowie jasną chustę.

Jej sukienka była powiewna, z wzorami i kolorami, które niemal świeciły pod światłami samochodu. Wyglądała jak wróżka na jarmarku, a może wędrowny show.
„Pomóż mi” – jęknęła, gdy wysiadłem i podszedłem.
„Czy jesteś ranny?” zapytałem, podchodząc bliżej.

Potrząsnęła głową, krzywiąc się. „Nie… nic nie boli. Ja…” skrzywiła się, trzymając się za brzuch. „To moje dziecko… ona nadchodzi…”
Zajęło mi to sekundę, aby to przetworzyć, ale potem zobaczyłam nieomylne znaki. Była w trakcie porodu, a skurcze wyglądały na bliskie.

„Dobra, zachowaj spokój” – powiedziałem, klękając obok niej. „Jestem lekarzem. Pomożemy ci przez to przejść, okej?”
Rozejrzałam się, ale byliśmy sami. Nie odbierałam porodu od lat, od czasu mojej rezydentury. Mimo to musiałam coś zrobić. Nie było czasu, żeby zabrać ją gdzie indziej.
