Poślubiłem bezdomną kobietę tylko po to, żeby zrobić na złość moim rodzicom — to, co zobaczyłem miesiąc później, pozostawiło mnie bez słowa
Moi rodzice nie pozwolili mi zapomnieć, że jestem niezamężna i mam trzydzieści cztery lata. Dobierali mnie do każdej przyzwoicie wyglądającej osoby, jaką znali, abym mogła się ożenić i założyć rodzinę.

Ale to był tylko jeden aspekt. W końcu poinformowali mnie, że jeśli nie wyjdę za mąż do trzydziestego piątego roku życia, nie dostanę żadnych ich pieniędzy.
Stracę je, ponieważ zostało im zaledwie kilka miesięcy, aby osiągnąć swój cel.
Pewnego dnia, po kolejnej kłótni z moimi rodzicami, poszedłem na spacer, żeby się ochłodzić. Byłem tak wściekły, że nie zwracałem uwagi na cel, dopóki nie natknąłem się na kobietę siedzącą na chodniku.

Jej włosy i ubranie były w nieładzie, a drewniany znak nad jej ramieniem głosił: „Potrzebna pomoc”.
Ale jej spojrzenie przykuło mnie i sprawiło, że zatrzymałem się i zwróciłem uwagę; było słodkie, współczujące i dziwnie kojące.
W tym samym momencie wpadłem na pomysł, który niemal wydawał się potrzebą. Podszedłem do niej i sformułowałem propozycję, nie poświęcając jej wystarczająco dużo uwagi.

Jeśli wyjdzie za mnie, obiecałem jej jedzenie, bezpieczne miejsce do życia i kilka podstawowych luksusów, a także spokój moich rodziców, że przestaną mnie nękać.
Poza udawaniem mojej żony nie będzie musiała nic robić, dopóki będzie ze mną mieszkać. Byłem oszołomiony, gdy odpowiedziała twierdząco. Jessica, kobieta, dokonała tego.

Po obcięciu włosów i przygotowaniu się, towarzyszyłem Jessice na zakupach. W ciągu kilku dni bardzo się zmieniła, a ja poinformowałem jej rodziców, że jest moją narzeczoną.
Byli wręcz zachwyceni, naprawdę szczęśliwi. Czuli, że przyszłość, którą dla mnie zaplanowali, w końcu się materializuje. Formalnie wzięliśmy ślub po krótkiej ceremonii.
