„Panna Młoda, Która Wiedziała Za Dużo”.
Od samego początku wiedziałem, że ten ślub będzie idealną okazją do ujawnienia pewnego sekretu. Greg myślał, że ma kontrolę nad sytuacją, ale to ja trzymałem bombę gotową do wybuchu.

Nasz ślub wyglądał jak z bajki. Greg stał przy ołtarzu z promiennym uśmiechem, jakby właśnie wygrał główną nagrodę.
Dla niego był to początek naszego idealnego wspólnego życia. Dla mnie był to koniec pięknego kłamstwa.

Przyjęcie przebiegło jak we śnie — toasty szampanem, śmiech na zadbanym trawniku, rodzice w roli idealnych teściów.
A ja? Odegrałem swoją rolę bezbłędnie. Uśmiechałam się, śmiałam, nawet tańczyłam z Gregiem, jakby wszystko było w porządku. Ale w głębi duszy czekałem na właściwy moment, żeby wyznać prawdę.

W miarę upływu nocy Greg coraz bardziej wyczekiwał naszej nocy poślubnej. Jego dłonie zatrzymały się tam zbyt długo, a oczy błyszczały z oczekiwania. Ale ja skupiałem się na czymś innym — swoim własnym planie.

Kiedy goście już wyszli, a ich rodzice udali się do pokojów gościnnych na dole, Greg wziął mnie za rękę i zaprowadził do apartamentu głównego, który podarowali nam jego rodzice na naszą pierwszą noc jako mąż i żona.
Zamknął za nami drzwi, a atmosfera w pokoju natychmiast się zmieniła.
