Nie rozumiem cię, córko. Przecież jesteś kobietą. Za co odpowiada ta biedna dziewczyna? No cóż, inna kobieta, i co z tego? Wychowasz ją, a ona później będzie cię nazywać mamusią. Tak to się stało, ale powinnaś być mądrzejsza: jeśli kochasz mężczyznę, kochaj też jego córkę.
Nie rozumiem cię, córko. Przecież jesteś kobietą.

Za co jest winna ta dziewczyna? Co z tego, że pochodzi z innej kobiety? Wychowasz ją, a ona później będzie cię nazywać mamusią. Tak to się stało, ale powinnaś być mądrzejsza: kochasz swojego męża, więc kochaj też jego córkę.
Mężczyzna odebrał telefon z opieki społecznej z prośbą o przyjęcie z powrotem córki, której nigdy nie miał.
Liso, usiądź, muszę ci powiedzieć coś ważnego – westchnął Artem.
Dzisiaj odebrałem telefon z opieki społecznej, moja córka jest teraz w domu dziecka. Lisa podskoczyła ze zdziwienia i zapytała ponownie:
Jaka córka? Czyja córka? Żartujesz sobie? Lisa nie mogła uwierzyć własnym uszom.
Artem spuścił głowę:

Nie, Liso, nie żartuję. Jakieś sześć lat temu, kiedy się poznaliśmy, spotykałem się z Aleną. A kiedy zrobiło się między nami poważnie, od razu ją rzuciłem.
Alona odnalazła mnie rok później i powiedziała, że Olę miała przy sobie.
Nie mogłam w to uwierzyć. Poszłam sprawdzić i nawet bez żadnych badań było jasne, że to moja córka. Co się stało z Aleną? Nawet nie wiem. Zadzwonili tylko, żeby zapytać, czy mogę zabrać Olę do domu.
Pierwszą reakcją Lizy było krzyknięcie:
Nie, nie potrzebuję cudzej córki! Ale spojrzenie męża sprawiło, że powiedziała coś zupełnie innego:
Dobrze, najpierw chodźmy go odwiedzić razem, odpowiedziała ostrożnie kobieta.

Artem był zachwycony jej słowami i po namyśle postanowili wyjechać jeszcze tego samego dnia. Liza spojrzała na dziewczynę i nie dostrzegła w niej żadnego podobieństwa do męża. Pięcioletnia Ola wyglądała na bardzo małą i chudą.
Trzymała w dłoniach zniszczonego pluszowego misia i, gdy ją o to pytano, chowała twarz w jego futrze. Prawdę mówiąc, nie lubiła Lisy, choć było jej jej żal.
Gdyby była zupełnie obcą osobą, jej serce mogłoby zadrżeć, ale zazdrość o tę kobietę skupiła się teraz na dziecku.
Okazało się, że Ola została odebrana Alenie. Prowadziła szalone życie, często piła, imprezowała do białego rana i nawet nie pamiętała córki. Zanim jednak zniknęła, udało jej się wyjawić, kto był ojcem dziewczynki.
Liza widziała determinację męża, by zabrać Olę ze sobą. Długo próbowała go od tego odwieść, ale pewnego dnia Artem wpadł w złość:

Jeśli nie możesz sama urodzić, to przynajmniej milcz! A ja nie oddam córki do sierocińca. Jeśli ci to nie odpowiada, odejdź, ja się nią zaopiekuję.
Lizie było przykro słyszeć takie słowa, ale niezależnie od punktu widzenia, miał rację. Artem pragnie dzieci, ale ona nie może.
W młodości miała problemy ze zdrowiem i lekarze zrezygnowali z pomysłu posiadania dzieci. Mimo to kochała Artema i nie chciała go zostawiać.
Jest pracowity, każdy grosz idzie na dom i rzadko pije, więc wiele kobiet chętnie skorzystałoby z okazji, by mieć takiego męża, ale trudno byłoby im znaleźć lepszego.
Kiedy Artem przyprowadził córkę do domu, natychmiast ostrzegł żonę:
Zobaczę, że będziesz mnie obrażać, i to się dobrze nie skończy.

Liza zaczęła opiekować się dziewczynką z całych sił: zaprowadziła ją do łaźni, dokładnie umyła (choć nie można było patrzeć na jej chude plecy bez płaczu), ubrała w sukienkę i zaplotła jej włosy. To zdawało się ją pocieszać.
Dziewczynka milczała: „Nie dotykaj jej, nie zareaguje”. Usiadła w kącie i szepnęła coś do swojego misia.
„Jest trochę dzika” – skarżyła się Lisa sąsiadom. „Nie poznaje mnie, Artem też nie. Odpowiada „tak” albo „nie” i tyle. Czasami patrzę na nią i myślę: „A co, jeśli ma problem z głową?”. Jest taka cicha, a potem bum, robi coś dziwnego”.
Sąsiedzi ze współczuciem kiwali głowami.
Artem też się zmienił. Wcześniej podchodził do Lizy przez drzwi, całował ją i przytulał. A teraz podchodzi do córki. Na początku Ola uciekała, ale przyzwyczaiła się i zaczęła za nim łazić jak szczeniak.

Liza, oczywiście, była zazdrosna o córkę męża. A sam Artem zaczął narzekać. Pewnego dnia, gdy dziewczynka była na podwórku, powiedział:
Traktujesz Olę jak zabawkę. Ani razu się nie uśmiechniesz. Ale ona potrzebuje kochającej matki, a nie obcej.
Wtedy Lisa krzyknęła:
Jaką ja jestem dla niej matką?! Ona jest dla mnie niczym i nie będę jej tak nazywać! Nie mam zamiaru tańczyć przed nią! Właściwie, zostawiam cię, żeby pojechać do mojej matki. Zamieszkajcie tu razem, jak chcesz! Lisa nie mogła się powstrzymać.

I odeszła. Myślała, że Artem pobiegnie za nią, błagając, żeby wróciła. Ale nie. Minął tydzień, potem kolejny, a jego wciąż nie było.
Liza płakała. Na początku matka próbowała ją uspokoić, ale nie mogła pozwolić, żeby rodzina jej córki się rozpadła.
Nie rozumiem cię, córko. Jesteś kobietą, co jest winą tej dziewczyny? Co z tego, że pochodzi od innej kobiety? Ty ją wychowasz.
