— Mieliśmy trojaczki! Oddajcie je do sierocińca, nie chcę tak żyć! — Po porodzie moja żona ze łzami w oczach powiedziała mi:

— Mieliśmy trojaczki! Oddajcie je do sierocińca, nie chcę tak żyć! — Po porodzie moja żona ze łzami w oczach powiedziała mi:

Ona milczała. Jej palce leżały bezwładnie na kocu, paznokcie były połamane.

Maxim usiadł na skraju łóżka, przypominając sobie, jak zaledwie dziewięć miesięcy temu spodziewali się jednego dziecka.

Planowaliśmy pokój dziecięcy i kłóciliśmy się o kolorystykę. Następnie badanie USG wykazało bliźnięta. I strach w jej oczach.

„Artem, Jegor i Masza” – kontynuował, wypełniając ciszę. „Maszenka zostanie księżniczką tatusia, prawda?”

Irina w końcu się odwróciła. W jej oczach pojawiły się łzy, ale nie takie, jakich się spodziewał.

„Nie mogę tak żyć, Maximie” – jej głos nagle stał się silniejszy. „Jedno dziecko to jedno. Ale troje… To koniec wszystkiego. Mojej kariery, naszych planów. „Do wszystkiego”.

Zamarł ze zdumienia.

„Co ty mówisz? To nasze dzieci.”

„Twoje dzieci. Nie jestem na to gotowy”.

Na korytarzu rozległ się hałas i dało się usłyszeć pospieszne kroki pielęgniarki. Za oknem gałąź topoli rozpaczliwie drapała szybę, jakby ostrzegała przed czymś.

Maksym pamiętał ten dialog tak wyraźnie, jakby wydarzył się wczoraj, choć minęło wiele dni.

Stał pośrodku mieszkania, trzymając Maszę w ramionach, podczas gdy Artem i Jegor spali w nosidełkach. W telewizorze głośno nadawano jakiś talk-show. W powietrzu unosił się zapach mleka dla niemowląt i niepranej odzieży.

„Oddajcie je do sierocińca, ja nie będę tak żyć” – powiedziała Irina od niechcenia, pakując swoje rzeczy do walizki. „Zasugerowałam, żebyśmy nie rodzili, gdy dowiedzieliśmy się o bliźniakach. Odmówiłeś. Teraz jest ich troje, Maxim. Troje!”