Jej rodzice trzymali ją blisko, nieświadomi burzy, w którą wkrótce zamieni się świat
Pewnego letniego dnia — 5 sierpnia 1931 roku — w historycznym mieście Berlin w Niemczech, na świat przyszła mała dziewczynka o imieniu Hannelore Kaufmann.

Jej rodzice trzymali ją blisko, nieświadomi burzy, w którą wkrótce zamieni się świat. A jednak w ich ramionach leżało serce dziecka pełne zachwytu, radości i światła — niewinności, której nie powinna dotknąć żadna nienawiść.
Hannelore dorastała w sąsiedztwie pełnym drzew, brukowanych ulic i sąsiadów, którzy znali się po imieniu.
To były czasy przed wojną, przed strachem. W tych wczesnych latach ulice wciąż rozbrzmiewały głosami bawiących się dzieci, a wśród nich śmiech Hannelore był nie do pomylenia — czysty, wysoki i pełen zachwytu.
Miała ulubioną rzecz, taką, która przynosiła jej niezmierzoną radość: czerwony trójkołowy rower.

To nie był byle jaki trójkołowy rower. Był jej stałym towarzyszem, jej pierwszym smakiem wolności. Pedałując mocno swoimi małymi nóżkami, pędziła po chodnikach Berlina, a jej włosy powiewały za nią jak baner.
Jej czerwony trójkołowy rower błyszczał w słońcu, często przyciągając podziwiające spojrzenia przechodniów. Dla Hannelore nie była to po prostu zabawka — to był rydwan, statek kosmiczny, koń — cokolwiek jej wyobraźnia chciała, żeby było tego dnia.
Pędziła w kółko po dziedzińcu, chichocząc i udając kierowcę wyścigowego lub artystkę cyrkową. Czasami przywiązywała małą wstążkę do kierownicy lub wkładała lalkę do koszyka, gawędząc z nią podczas jazdy.
Sąsiedzi patrzyli na nią i uśmiechali się, wzruszeni czystą radością, którą emanowała. Jej rodzice uwielbiali siadać na schodach przed domem i patrzeć, jak się bawi, jej policzki były zarumienione od śmiechu, a jej świat wciąż nietknięty okrucieństwem.

Hannelore była bystra i ciekawa, zawsze zadawała pytania — dlaczego niebo jest niebieskie? Jak latają ptaki?
Co powoduje deszcz? Kochała książki i bajki, ale bardziej niż cokolwiek kochała ruch — bieganie, podskakiwanie, jazdę konną, kręcenie się. Jej energia była jak słońce, ogrzewające tych wokół niej.
Ale świat się zmieniał.
Berlin, podobnie jak całe Niemcy, coraz bardziej pogrążał się w nazistowskiej ideologii. Zmieniły się prawa. Zaczęły się szepty. Na sklepach pojawiły się szyldy, a spojrzenia stały się zimniejsze. Dla żydowskich rodzin, takich jak Kaufmannowie, świat zaczął się zawężać.
Jednak nawet gdy życie stawało się trudniejsze, Hannelore nadal jeździła na swoim czerwonym trójkołowcu.

Nawet gdy żydowskim dzieciom zakazano uczęszczania do szkół publicznych, a sąsiedzi odwracali wzrok, ona znajdowała wolność w rytmie pedałowania. Nawet gdy strach wkradał się w oczy jej rodziców, a jedzenie stawało się coraz rzadsze, trzymała się swojego trójkołowca jak talizmanu — czegoś czerwonego i pięknego, i swojego.
W końcu nadszedł dzień, kiedy nie mogła już na nim jeździć.
Trójkołowiec, kiedyś symbol radości i szybkości, stał cicho w kącie pokoju, który z dnia na dzień stawał się coraz zimniejszy i cichszy.
W 1944 roku, kiedy Hannelore miała zaledwie 13 lat, ona i jej rodzina zostali deportowani do Auschwitz, najbardziej niesławnego z nazistowskich obozów zagłady. Jej czerwony trójkołowy rower został pozostawiony — być może wciąż czekał przy drzwiach, nieświadomy, że jego użytkownik nigdy nie wróci.

Tam, w cieniu kominów i drutu kolczastego, życie Hannelore Kaufmann zostało odebrane.
Miała 13 lat.
Nigdy więcej nie jeździła na swoim trójkołowym rowerze.
Ale w umysłach i sercach tych, którzy pamiętają, ona wciąż jeździ.
Wciąż pędzi po ulicach Berlina.
Wciąż śmieje się pod wiatr.
Wciąż wyobraża sobie nowe światy z siedzenia swojego czerwonego trójkołowego roweru.

Jej historia, podobnie jak historia wielu dzieci utraconych w Holokauście, przypomina nam o tym, co zostało skradzione — nie tylko życie, ale także marzenia, śmiech i miłość.
Hannelore Kaufmann nie była numerem. Nie była statystyką. Była dzieckiem, które kochało swój czerwony trójkołowy rower.
Była córką, przyjaciółką, duszą pełną życia.
Miała ulubioną zabawkę, ulubione gry i serce, które ufało światu.
Pamiętamy Hannelore nie za to, jak skończyło się jej życie, ale za to, jak żyła. Z radością. Z wyobraźnią. Z nieograniczoną energią i czerwonym trójkołowym rowerem, który niósł jej marzenia.
Uhonorujmy ją, pamiętając jej imię i opowiadając jej historię.

Przemawiajmy w imieniu dzieci, które nie miały głosu.
Upewnijmy się, że ich niewinność, radość i człowieczeństwo nigdy nie zostaną zapomniane.
Niech pamięć o Hannelore będzie błogosławieństwem.
Niech jej duch żyje w śmiechu każdego dziecka.
I obyśmy nigdy nie zapomnieli o dziewczynce, która kochała swój czerwony trójkołowy rower.
