Spędziłam prawie 400 dni w szpitalu z moim chorym noworodkiem i po wypisaniu zastałam nas bezdomnymi
Nigdy nie wyobrażałam sobie, że nie będę w stanie zapewnić moim dzieciom lepszego życia. Kiedy zaszłam w ciążę z Jace’em, myślałam, że mieszkanie w starej przyczepie mojej zmarłej matki jest tylko tymczasowe.

Ciąża była nieoczekiwana, ale wierzyłam, że będę mogła ciężko pracować, oszczędzać i przenieść nas do lepszego domu — może nawet do małego mieszkania. Ale życie nie poszło zgodnie z planem.
Rachunki wciąż się piętrzyły i bez względu na to, jak bardzo starałem się oszczędzać, nagłe wypadki zawsze niszczyły wszystko, co udało mi się odłożyć.

Mimo to pracowałem niestrudzenie, mając nadzieję, że Jace pewnego dnia doceni wszystkie moje poświęcenia i wyrośnie na silnego, zdolnego mężczyznę.
Kiedy Jace skończył 18 lat, powiedziałam mu, że czas znaleźć pracę, ale może zostać ze mną, dopóki nie stanie na nogi.
Nie chciałam być jedną z tych matek, które wyrzucają dzieci z domu w momencie, gdy stają się dorosłe.

Niestety, Jace potraktował to jako pozwolenie na pozostanie na czas nieokreślony. W wieku 22 lat pracował za najniższą krajową i nie miał ambicji, aby poprawić swoją sytuację.
Potem, niespodziewanie, znowu zaszłam w ciążę. Spotykałam się z kimś nowym i myślałam, że mamy przyszłość, ale w chwili, gdy powiedziałam mu o dziecku, zniknął.

„Nie stać nas na kolejne dziecko” – poskarżył się Jace, gdy przekazałem mu tę nowinę.
