Halo, karetka? Ja… Znalazłem dziecko w przedpokoju. Wygląda jakby został zasadzony. Przyjdź wkrótce

Halo, karetka? Ja… Znalazłem dziecko w przedpokoju. Wygląda jakby został zasadzony. Przyjdź wkrótce

Christina wstała dziś rano przed świtem: musiała szybko dotrzeć do sklepu, zanim skończy się świeży chleb i jej ulubiony ser pleśniowy, który jej zdaniem idealnie pasował do herbaty.

Szybko włożyła dżinsy, sweter i stare, wygodne trampki. Na zewnątrz było nadal szaro; Letni wschód słońca właśnie zaczynał wschodzić nad wieżowcami ich dzielnicy.

Zbliżając się do drzwi wejściowych, zauważyła zabawki należące do jej siostrzeńca, którego czasami opiekowała się nim, leżące na podłodze w korytarzu:

mały samochód ze zużytymi kołami i plastikowy traktor bez wiadra – zostały z wczoraj, kiedy jej przyjaciółka przyszła z synem w odwiedziny.

Christina się uśmiechnęła, zbierając je na półce. „Dobrze, że czasami można usłyszeć w domu śmiech dzieci, nawet jeśli jest to śmiech kogoś innego” – pomyślała.

Ona sama jeszcze nie miała dzieci: albo ze względu na karierę, albo z innych powodów. A męża też nie miałam – niedawno rozstałam się z facetem, który okazał się „niegotowy” na poważny związek.

Szybko wrzuciła portfel i telefon do torebki i wyszła na korytarz. Ciepłe powietrze i słońce zapowiadały cudowny letni dzień.

Dziewczyna zjechała windą na dół i wyszła na dziedziniec – tam już kręciły się babcie, dwie uczennice paliły papierosy na ławce. „Wszystko wydaje się być jak zwykle” – pomyślała Christina. Skinęła głową do sąsiada:

— Cześć, ciociu Walio!

— Cześć, Kristinuszka, wcześnie rano?

— No cóż, biegnę po chleb.